Jeśli miałabym wybierać suknię od nowa i nie mogłaby to być moja Reese, to byłaby to ta oto piękność domu mody Dior (lub coś bardzo ją przypominającego).
[via Bride Chic]
Ten kształt jest po prostu stworzony na miarę tego co ja uważam za ideał w sukniach ślubnych. Żałuję, że mimo prostoty tego kroju jest on tak bardzo rzadko spotykany. Naprawdę przeczesałam internet oraz niejeden kraj w poszukiwaniu idealnej dla siebie sukni i takich nie było prawie wcale. Albo były spaskudzone dodatkami, albo kreatorowi prostota przeszkadzała i jakimś wycięciem czy innym nietrafionym udoskonaleniem ją knocił. W rzeczywistości jednak ten krój, sknocony czy nie, zdarza się nieczęsto. punto. Przymierzałam tylko jedną w miarę podobną suknię. Była to ciemnokremowa szeleszcząca tafta z wielkim ciemnozielonym kwiatopodbnym czymś z boku od Very Wang. Jeśli dobrze pamiętam przymierzałam ją chyba dokładnie rok temu bo moja druga wycieczka na Manhattan celem weryfikacji czy pierwsza suknia to właściwy wybór była jakoś pod koniec lutego. Fajnie, że akurat w rocznicę przyszło mi o tym pisać;)
[via Vera Wang on Weddings]Aczkolwiek mierzyłam ten model tak naprawdę już po zamówieniu swojej Reese, w której zdążyłam się zakochać i mimo, że teoretycznie mogłam cofnąć decyzję (byłoby to już drugie cofnięcie) uznałam fakt, że po miesięcznym bólu głowy zdecydowałam się zamówić Reese mówi sam za siebie i przy Reese pozostałam:)
Zapewne dużo fajniejsze byłoby moje suknioposzukiwanie gdyby np. 50% przymierzanych sukni miało taki krój (przymierzanie innych od swojego ulubionego krojów jest konieczne by się przekonać czy aby w czymś innym nie wyglądamy lepiej lub utwierdzić w przekonaniu). Aczkolwiek ja miałabym dużo więcej frajdy gdyby większość sukni różniła się tylko detalami, typu tkanina, wykończenie, dodatki, szerokość spódnicy czy ilość lub kąt zakładek. Wolałbym się poruszać w tych subtelnych wariacjach ale by bazą zawsze był ten dla mnie idealny kształt.
Suknię Diora musiałabym zobaczyć na żywo, podotykąć i przede wszystkim przymierzyć by być na 100% pewna, że ona ze mną współgra. Bo pięknych w katalogu i pięknych na wieszaku sukni to ja widziałam wiele, i tylko wąski ich procent zachwycał mnie gdy miałam je na sobie. Naprawdę nie jest tak, że każda piękna kreacja okazuje się świetnie wyglądać i to nawet nie jest (tylko) kwestia wzrostu i wagi, ale również osobowości, wygody, łatwości poruszania się, rodzaju przewidywanego wesele, etc, etc.
[via Bride Chic]
Coś mi jednak mówi, że ta leżałaby pięknie i zachwycałaby na żywo tak jak na zdjęciach. Przede wszystkim podoba mi się w niej kształt i brak dekoracji w postaci świecidełek, koronek, etc, pewne podobieństwo ułożenia materiału do "zakładek" w origami, no i czystość formy. I Love it!. Jej kształt jest dla mnie ultrakobiecy i ma coś wspólnego z niedoszłą suknią Carrie Bradshaw. 
Choć przyznam, że teraz w porównaniu, od sukni
Vivienne Westwood bardziej podoba mi się prostszy dół sukni Diora lub Very Wang oraz oczywiście mojej Reese (mimo, że ta tak naprawdę nie leży w tej samej kategorii kształtowej, ma dużo skromniejszą średnicę spódnicy - coś co ja nazywam odwróconym kielichem - ale o spódnicach kielichach będzie w innym poście).