komentarze

Mimo że już nie piszę (regularnie), z chęcią poczytam Wasze komentarze. Piszcie więc proszę, dzielcie się opiniami, radami; na blog nadal zagląda bardzo dużo panien młodych, Wasze komentarze zawsze mogą się komuś przydać:)

Friday, 27 February 2009

ten artykuł powinna przeczytać każda szukająca sukni

[via Vera Wang on Weddings]

Albo ta strona nie istniała gdy ja poszukiwałam, albo do niej wówczas nie dotarłam:( Stąd tak późno ją polecam. Artykułów pomocniczych jest cała masa, wszystkich tytułów nie przeglądałam, ale ponieważ ostatnio było o kroju sukni rzuciłam okiem na rady jakie daje Vera Wang w Elements of Design. Jest w nim chyba wszystko co można napisać o wyglądzie sukni, o jej elementach i tym jakie elementy pasują jakim sylwetkom, oraz jakie elementy sukni pociągają jakie konsekwencje, np. kroju, efektu końcowego, tkaniny, wygody, etc. Jest to nie tylko miłe czytanie, ale i niemała szkoła terminologii krawieckiej. Ja swoje śłownictwo (ani przedtem ani -na razie- nigdy potem mi niepotrzebne) kompletowałam sobie z różnych źrodeł, tworząc własny słowniczek (były mi potrzbne zwroty po polsku, włosku, francusku i angielsku - wcale te polskie niekoniecznie były mi znane przedtem). a u Very jaką piękną miałabym ściagę;) Nie będę się za autorką powtarzać więc zachęcam do czytania, tego ponadto świetnie strukturyzowanego artykułu.

[via Vera Wang on Weddings]

Thursday, 26 February 2009

suknia wow! rzadko się takie zdarzają

Jeśli miałabym wybierać suknię od nowa i nie mogłaby to być moja Reese, to byłaby to ta oto piękność domu mody Dior (lub coś bardzo ją przypominającego).

[via Bride Chic]

Ten kształt jest po prostu stworzony na miarę tego co ja uważam za ideał w sukniach ślubnych. Żałuję, że mimo prostoty tego kroju jest on tak bardzo rzadko spotykany. Naprawdę przeczesałam internet oraz niejeden kraj w poszukiwaniu idealnej dla siebie sukni i takich nie było prawie wcale. Albo były spaskudzone dodatkami, albo kreatorowi prostota przeszkadzała i jakimś wycięciem czy innym nietrafionym udoskonaleniem ją knocił. W rzeczywistości jednak ten krój, sknocony czy nie, zdarza się nieczęsto. punto. Przymierzałam tylko jedną w miarę podobną suknię. Była to ciemnokremowa szeleszcząca tafta z wielkim ciemnozielonym kwiatopodbnym czymś z boku od Very Wang. Jeśli dobrze pamiętam przymierzałam ją chyba dokładnie rok temu bo moja druga wycieczka na Manhattan celem weryfikacji czy pierwsza suknia to właściwy wybór była jakoś pod koniec lutego. Fajnie, że akurat w rocznicę przyszło mi o tym pisać;)

[via Vera Wang on Weddings]

Aczkolwiek mierzyłam ten model tak naprawdę już po zamówieniu swojej Reese, w której zdążyłam się zakochać i mimo, że teoretycznie mogłam cofnąć decyzję (byłoby to już drugie cofnięcie) uznałam fakt, że po miesięcznym bólu głowy zdecydowałam się zamówić Reese mówi sam za siebie i przy Reese pozostałam:)
Zapewne dużo fajniejsze byłoby moje suknioposzukiwanie gdyby np. 50% przymierzanych sukni miało taki krój (przymierzanie innych
od swojego ulubionego krojów jest konieczne by się przekonać czy aby w czymś innym nie wyglądamy lepiej lub utwierdzić w przekonaniu). Aczkolwiek ja miałabym dużo więcej frajdy gdyby większość sukni różniła się tylko detalami, typu tkanina, wykończenie, dodatki, szerokość spódnicy czy ilość lub kąt zakładek. Wolałbym się poruszać w tych subtelnych wariacjach ale by bazą zawsze był ten dla mnie idealny kształt.

Suknię Diora musiałabym zobaczyć na żywo, podotykąć i przede wszystkim przymierzyć by być na 100% pewna, że ona ze mną współgra. Bo pięknych w katalogu i pięknych na wieszaku sukni to ja widziałam wiele, i tylko wąski ich procent zachwycał mnie gdy miałam je na sobie. Naprawdę nie jest tak, że każda piękna kreacja okazuje się świetnie wyglądać i to nawet nie jest (tylko) kwestia wzrostu i wagi, ale również osobowości, wygody, łatwości poruszania się, rodzaju przewidywanego wesele, etc, etc.

[via Bride Chic]

Coś mi jednak mówi, że ta leżałaby pięknie i zachwycałaby na żywo tak jak na zdjęciach. Przede wszystkim podoba mi się w niej kształt i brak dekoracji w postaci świecidełek, koronek, etc, pewne podobieństwo ułożenia materiału do "zakładek" w origami, no i czystość formy. I Love it!. Jej kształt jest dla mnie ultrakobiecy i ma coś wspólnego z niedoszłą suknią Carrie Bradshaw.

Choć przyznam, że teraz w porównaniu, od sukni Vivienne Westwood bardziej podoba mi się prostszy dół sukni Diora lub Very Wang oraz oczywiście mojej Reese (mimo, że ta tak naprawdę nie leży w tej samej kategorii kształtowej, ma dużo skromniejszą średnicę spódnicy - coś co ja nazywam odwróconym kielichem - ale o spódnicach kielichach będzie w innym poście).

Tuesday, 24 February 2009

to co ze ślubu do dziś mi się podoba - I (welon)


Jest kilka spraw, które mi się powiodły idealnie zgodnie z planem, inne okazały się swoim efektem przerosnąć najśmielsze oczekiwania, i jeszcze takie, które wolę zapomnieć bo tragicznie od wzorca odbiegały lub w skutek braku wzorca były jakieś tam, byle bądź. Otóż jak ze wszystkim w życiu, uważam, że najlepiej zapamiętać to co się udało, bo to co nas prawdziwie cieszyło w przeszłości ma wielką szansę cieszyć nas i w przyszłości, na samo o tym wspomnienie. Postanowiłam więc pomóc mojej pamięci i wyidealizować swój ślub podkreślając te udane elementy poprzez specjalną serię postów, które czarno na białym uwiecznią moją radość z tych kilku rzeczy, które wyszły jak pragnęłam. Tak jak warto sobie przypominać codziennie, jestem zdrowa, sprawna, z dobrą cerą, bez zabójczej nadwagi, po studiach i w szczęśliwym związku, bo taka wyliczanka osiągnięć powinna jeśli nie oderwać uwagę od jakiś niepowodzeń czasowych to przynajmniej zabrać czas od rozczulania się nad nimi, tak samo wytłuszczanie udanych elementów chociażby swojego ślubnego stroju, pozytywnie wpłynie na to co ze ślubu będzie się pamiętać. Tą całą filozofię wymyśliłam na poczekaniu i nawet gdybym na nią nie wpadła a obecnie nie była jej zwolenniczką i tak powstałaby taka seria postów;)

Otóż przyjrzałam się krytycznie naszym zdjęciom oraz zdjęciom jakie służyły mi za wzorce i inspiracje i doszłam do wniosku, że pewne efekty, które wzbudzały wielkie wrażenie udało mi się powielić czy na swój zindywidualizowany sposób osiągnąć. Nie było nigdy tak, ani na rok ani na miesiąc przed, że dokładnie wiedziałam o jaki styl mi chodzi, ani jakich całościowych efektów szukam. Nie miałam też idealnego wzorca, żywej osoby czy modelki z katalogu, które odzwierciedlałby wszystkie moje zachcianki. Dużo łatwiej było mi powiedzieć czego w żadnym wypadku nie chcę i poruszałam się najczęściej w zawężonym polu selekcji negatywnej, a ono trudno było nazwać jednym określeniem, jednym stylem czy jednym rozwiązaniem.

Tuż po ślubie zrobiłam pierwszy odsiew zdjęć inspiracji pozostawiając jedynie te, które albo faktycznie służyły mi za istotny punkt odniesie w rozwiązaniu czegoś tam, lub z jakimi byłam jakoś emocjonalnie związania. Bo tak, można się i do cudzych fotografii przywiązać jeśli się je przez rok studiuje. Minęła spora przerwa i po niedawnym obejrzeniu tych zdjęć stwierdziłam, że da się wyłonić konkretne elementy, które były dla mnie wielce istotne i bez przyswojenie których efekt końcowy mojego ślubnego wyglądu byłby zupełnie inny. Być może dużo mniej mnie zadowalający.

Długi wstęp, przechodzę do rzeczy. Pierwszy iście ważny detal to pozycja welona na głowie. Bo przyzna to każda, która welony mierzyła, mając go 2 cm do przodu czy do tyłu często kompletnie zmienia się swój fashion statement; swój wygląd to powiedzieć za dużo, ale fashion statement dokładnie oddaje to o co chodzi. To tak jak ciut przykrótkie spodnie, czy odrost, niby kwestia centymetrów a jednak zupełnie co innego o sobie mówimy.

Mierzyłam swój welon wiele razy by być pewną, jakie jego umieszczenie da mi najbardziej oczekiwany efekt i wiedziałam dokładnie gdzie ma być wciśniety grzebyk. W dniu ślubu fryzjerka jednak upierała się by wcisnąć go dużo bardziej na przodzie. Nie muszę tłumaczyć nikomu, że po uczesaniu nie ma mowy o dalszych próbach ułożenia, włosy mają na sobie (zazwyczaj) tyle lakieru, że nie robiąc sobie masakry na czubku głowy, można grzebyk w zasadzie wsunać tylko raz. Przykładanie welonu nie oddaje tego samego co wciśnięcie w pieczołowicie utapirowany hełm;) znowu chodzi o cm, i jednak czy coś leży na tapirze czy jest weń wciśnięte, różnica ogromna. Mocno trzeba posługiwać się wyobraźnią by wiedzieć na 100% jaki efekt końcowy da która pozycja.

Ponieważ podczas prób bez fryzury byłam zawsze tak pewna idealnego umiejscowienia grzebyka stwierdziłam, że musi być dobrze i z oblakierowaną bufką dodającą mi minimum 2,5 cm. i że zapewne szczere chęci fryzjerki muszę zignorować. Do dziś jestem z tego zadowolona, bo oglądając zdjęcia właśnie pod kątek umiejscowienia welonu, uważam, że jedynie ta jego pozycja pozwoliła by w tak różnych późniejszcyh ułożeniach materiału, zawsze ładnie wyglądał, zawsze we właściwym stopniu odsłaniał/przysłaniał twarz/fryzurę.

A moja kolekcja inspiracji uzmysłowiła, że widocznie to uparcie się co to jego pozycji wynikać musiało z podziwiania welonu na 2 zdjęciach, które po raz pierwszy widziałam długo przed rozpoczęciem planowania ślubu. Widocznie utkwiły mi w podświadomości na poważnie i późniejsze uparte dążenie do osiągnięcia tego samego efektu miało swój początek właśnie w ongiś widzianym zdjęciu Jennifer Aniston oraz w reklamie perfum Estée Lauder.

W mozaice umieściłam ujęcia welonu w jego różnych rozłożeniach, robione z różnych kątów i przede wszystkim zawsze mnie zadowalające oraz zdjęcia moich inspiracji:)

Tyle gadki a położenia jakoś technicznie nie nazwałam, nie opisałam. Wydaje mi się, że to jest położenie welonu zakonnic, aczkolwiek są chyba różne metody i różne zakony być może mają różne wytyczne. Mi się to właśnie jednak z nimi kojarzy. Nie za samym czubku, ewidentnie nie na przodzie, i nie za bardzo z tyłu, tak by patrząc z przodu marszczenie przy grzebyku było nadal wyraźnie widoczne, a nie schowane za najwyższą częścią głowy. Dla mnie ważne było zweryfikowanie tej pozycji widokami z boku; oraz długością przedniej części welonu gdy będzie opuszczony na przód oraz gdy będzie przerzucony do tyłu. Ponieważ kończył się koronką, istotne było gdzie wypadnie linia koronki w zależności od pozycji grzebyka we włosach. Oczywiście ta pozycja pasowała mi, czytającym pannom młodym może chodzić o zupełnie inny efekt i inne umiejscowienie. Grunt żeby umiejscowienia grzebyka nie lekceważyć, nie zostawiać na ostatnią chwilę i wiedzieć jak się chcę wyglądać.

Thursday, 12 February 2009

things that break the silence - Katsuyo Kamo

Nie pisałam od bardzo dawna, nie bez powodu. Wrócić wrócę, ale jeszcze nie teraz. Dziś podrzucę Wam tylko nietypowe rozwiązanie na ozdobienie głowy. Znalazłam je jak zwykle przypadkiem i wcale (chyba wcale, bo nie doczytałam) nie było intencją autora Katsuyo Kamo kreować pomysły ślubne. Mi jednak na ślub dla odważnej pasują, więc się dzielę:)

Te ozdoby wykonane są z papieru. Dzieła Pana Kamo po raz pierwszy (powtarzam za 2 źródłami) pojawiły się w t magasine New York Times'a, stamtąd też pochodzi pierwsze zdjęcie jakim się dzielę.


Ja, na całą inspirację do tego postu, wpadłam kompletując przyjaciółce listę linków do blogów, w których uważam, że znajdzie masę inspiracji do swojej twórczej pracy; blogów, do których od czasu jakiegoś już nie zaglądałam więc każdy sobie szybko przejrzałam. Z modą ślubną nie mają nic wspólnego, stąd moje zaskoczenie, że właśnie tam znalazłam takie cuda i powód do przełamania ciszy, a zatem niespodziewany dzisiejszy post:)

Wszystkie poza pierwszym zdjęciem pochodzą właśnie z jednego z tych kompletowanych linków, a konkretnie z
This is Glamorous.

Ponieważ całkiem sporo w tych ozdobach czerni, kogo interesuje pomysł czarnych akcentów w swoim ślubnym stroju, odsyłam do swojego starego postu poświęconemu właśnie czerni w stylizacji panny młodej.

słowo o blogu

Postaram się nie wyśmiewać niczyich pomysłów i rozwiązań ślubno-weselnych; jednak u podstaw tego blogu leży moje zmęczenie poszukiwaniem, zniesmaczenie znajdywanymi propozycjami, chwilowe zwątpienia w możliwość zorganizowania ślubu i wesela na miarę naszych oczekiwań. Będę stronić od negatywnych epitetów kładąc większy nacisk na chwalenie tego co uważam za wspaniałe, gustowne, i z klasą. Pewnie nie zawsze uda mi się przestrzegać tych zasad...więc urażone osoby z góry przepraszam. Ten blog nie jest żadnym poradnikiem, to są moje przemyślenia i subiektywne opinie. Niech sobie każdy robi jak uważa. Jeśli jednak kogoś zainspiruję to świetnie. Mam nadzieję, że jakiejś planującej informacje tu zawarte, (do których dotarcie czasami zajmowało miesiące) ułatwią przygotowania:)
Czytelników zachęcam do komentarzy i dyskusji, ale zastrzegam sobie prawo likwidowania komentarzy nie przestrzegających zasad netykiety i szacunku dla autorki.
Info zaczerpnięte z tego bloga i dalej publikowane wymaga wskazania źródła. Dzięki!