komentarze

Mimo że już nie piszę (regularnie), z chęcią poczytam Wasze komentarze. Piszcie więc proszę, dzielcie się opiniami, radami; na blog nadal zagląda bardzo dużo panien młodych, Wasze komentarze zawsze mogą się komuś przydać:)

Monday, 22 December 2008

coffee table books


Because some of you asked, here's the publisher of our coffee table books blurb. You can do it yourself, but in our case it was Karl who did the work for us.


Ponieważ niektórzy się pytają skąd nasze albumy, podaję stronę blurb. Można album stworzyć samemu choć nas wyręczył Karl.

Friday, 19 December 2008

Są!!!

Jeszcze co prawda nie nasze albumy, narazie książki albumowe w prezentach dla rodziców, no ale SĄ!!!
nie za bardzo teraz mam czas, ale wrzucę choć 3 by się pochwalić jak to wygląda:


Friday, 12 December 2008

zimowe panny młode II

[Sassi Holford via Bride Chic]

Nowo odkryty blog Bride Chic oferuje więcej pomysłów zimowej pannie młodej niż myśłałam. Dziś zawędrowałam dalej i odkryłam starszy post z bardzo fajnymi zdjęciami. Serdecznie namawiam do obejrzenia tego blogu, bo autorka umieszcza tak różne wzory, style, z różnych epok, że nie sposób ogarnąć jest wszystko za jedną wizytą. Zaszufladkować prezentownych stylizacji też nie sposób, bo pokazuje naprawdę szeroką gamę. Przede wszystkim ma talent do wynajdywania zdjęć bardzo oryginalnych wzorów. Może już nie czeszę internetu jak rok temu i nie jestem już tak w temacie, ale wrażenie jakie mam po przeszło rocznym studiowaniu internetowych kolekcji jest takie, że jednak masa pomysłów się replikuje. Nie chodzi tu o kopiowanie wśród kreatorów, lecz o pewną standaryzację, zapewne wynikającą z mody danego okresu i wyobrażenie (klientek oraz kreatorów) tego czym jest suknia ślubna oraz społecznego oczekiwanie (czytaj popytu) na, w pewnym sensie, nie bardzo odbiegające od prototypu wzornictwo.
Wydaje się, że różnorodność stylizacji na Bride Chic jest znacznie większa a to pozwoli znaleźć inspirację chyba każdej pannej młodej, i tej barokowej i punkowej; przede wszystkim każdej, która ma wrażenie, że oferta spotykana w salonach czy internecie jest (trochę) monotonna:) Polecam głównie tym planującym szycie lub szukającym pomysłów na nietuzinkowe dodatki oraz ciekawe ich wkomponowanie.

Czy to było to wydania?

[via Time Magazine ]


Okładka niestety mi się nie kojarzy...a artykuł jaki ze strony archiwum The Time można przeczytać niestety zdjęć nie obejmuje:( Czy to była ta okładka? Może ktoś jest fanem ślubów królewskich, Diany, lub kolekcjonerem dawnych wydań The Time? i mi podpowie...

Pytanie dotyczy, dla niewtajemniczonych, tematu poruszonego w jednym z moich starszych postów.

Thursday, 11 December 2008

Puste ławki - zachowanie gości

Na ślubach bywa zazwyczaj więcej zaproszonych niż na weselach. Nawet gdy ktoś ma małe wesele (cokolwiek 'małe' znaczy) to podczas samej ceremonii jest co najmniej o te kilka osób więcej. Niekoniecznie jest to regułą, niektórzy zapraszają taką samą liczbę tu i tu. Nie w tym rzecz jednak jaka jest różnica w cyfrach, tylko w tym, że przeważnie obecnych podczas ceremonii nie brakuje. Ile by obecnych w kościele/USC nie było, nie powinno wyglądać, że jest pusto, przede wszystkim wtedy gdy pusto nie jest.
Niejasne? Otóż, nie wiem czemu tak jest - choć mam własną teorię - ale często widzę zdjęcia, głównie z wielkich świątyń lub średnich gabarytami kościołów, na których pierwsze rzędy za młodymi są puste:( Dla mnie to smutne. Smutne bo nieestetyczne. Bo uważam, że podczas ślubów i wesel każdy detal gra ważną rolę w kreowaniu atmosfery i puste ławki, podczas gdy gości w bród, psują moje poczucie harmonii. Jestem pewna, że nie tylko moje. Czasami widać tylko rodziców w pierwszej ławce, czasami tylko 1 rodzica, czasami ławki tuż za nimi są już pełne, czasami w pierwszej ławce są sami oni, w reszcie rzędu luka, potem następne rzędy luk i dopiero tłum gości.
O ile może państwo młodzi są tego dnia zaaferowani czym innym, i dopiero większe faux pas burzą ich poczucie harmonii, o tyle w momencie oglądania zdjęć, miesiąc, rok czy 20 lat po, emocje i nerwy dnia ślubu opadają i dostrzega się takie różne niedociągnięcia. Co gorsze, te niedociągnięcia pozostają na zdjęciach na zawsze, niesłony rosół czy DJ do 'd' na szczęście pamięć potrafi zakurzyć. Puste ławki nawet jeśli zapomniane, czy niezauważone, udokumentowane zostają na zawsze.

Otóż drodzy goście, nawet jeśli nie czujecie się najbliższą rodziną czy przyjaciółmi i zauważycie, że te pierwsze ławki są gołe, podejdźcie do rodziców, dziadków, chrzestnych czy kogokolwiek kto w tym pierwszym rzędzie sam oczekuje, porozmawiajcie, rozluźnijcie te osoby, złóżcie gratulacje i jeśli nikt do nich nie dołączy pozostańcie z nimi. Z resztą może sami to zaproponują. Choć pamiętajcie, że oni sami również są w amoku i niekoniecznie muszą do tego mieć głowę.

[tu było zdjęcie; może jeszcze jakieś dobrze obrazujące natrafię - jeśli ktoś ma prywatne i chciałby mi podesłąć...]

Naturalnie lepiej jest gdy obok rodziców zasiadają ci im najbliżsi, jeśli są obecni. Aczkolwiek jeśli są obecni ale nie ma ich z przodu, sytuację warto ratować. Odstępuję od namawiania do zajmowanie pierwszych ławek gdy te pierwsze rzędy są różniącymi się ławkami, np. bez oparć, klęczników - wtedy jakby wytłumaczalnym i jasnym jest pozostawianie tych pierwszych rzędów pustymi - choć nadal uważam, że to mało efektownie wygląda. Jeśli rodzice zajęli dopiero pierwsze 'normalne' to oczywiście nie namawiam w imię estetyki siadać przed rodzicami:) Jeśli jednak rodzice, czy inni pełniący rolę gospodarzy, zdecydowali się na ten dyskomfort i pozostają sami, nadal uważam, że warto im potowarzyszyć. I efektu pustych ławek na zdjęciach młodym zaoszczędzić:)

Moja teoria skąd to się bierze jest 2 torowa. Po pierwsze uważam, że tkwi w polskiej kulturze brak poczucia własnej wartości/ważności, wkuwana od dziecka skromność i niewychylanie się poza szereg. Takie wychowanie i postępowanie innych wokół nas, powoduje, że nikt nie stara się sytuacji ratować, nikt nie czuje się upoważniony do ratowania, wręcz może uważa, że nie ma czego ratować - na zasadzie skoro tak jest i nikt nic nie robi to może tak ma być. Drugim elementem mojej teorii, niewykluczającym pierwszego, jest wiara w to, że błędnie podchodzi się do szykowania ceremonii, tzn. scenariusza ceremonii nie planuje się wcale. Jest rytuał religijny bądź przebieg urzędowy i bez podważania jego logiki, estetyki czy kompletności poddajemy się jemu bez zapytania. Tym razem, na zasadzie wiary w autorytet przeprowadzającej ceremonię instytucji - oni wiedzą co robią, my się dostosowujemy, nie kwestionujemy, nie wnikamy, nie planujemy, nie wprowadzamy zmian, nie wyobrażamy sobie scenariusza w myślach na sucho, bo przecież samo się stanie, samo wyjdzie, my tylko płyniemy z prądem. Generalizuję of course, ale przecież tak jest w większości przypadków. A uważam, że plan , kto z kim wchodzi, w jakiej kolejności, kto gdzie siada, obok kogo, z kim wychodzi, to ważne elementy które warto sobie wyobrazić, rozpisać i według własnych potrzeb logistycznych czy estetycznych doszlifować. Niekoniecznie uważam, że trzeba robić próbę generalną jak w Ameryce, choć zapewne te eliminują wszelkie zgrzyty na jakie można się wokół ceremonii napatoczyć. Nie wiem czy ten zwyczaj przyjąłby się kiedykolwiek w Polsce, ale skoro świętujemy Halloween i Walentynki, kompletnie nam kulturowo obce i niepotrzebne, to dlaczego nie przyjąć tak sensownego i logicznego zwyczaju ślubu na sucho?:) Jeśli nawet nie ze wszystkimi VIPami obecnymi i nie in situ, to chociażby w myślach czy na papierze. Warto!
A puste ławki wyglądają po prostu jakby goście nie chcieli być blisko młodych ... :(

słowo o blogu

Postaram się nie wyśmiewać niczyich pomysłów i rozwiązań ślubno-weselnych; jednak u podstaw tego blogu leży moje zmęczenie poszukiwaniem, zniesmaczenie znajdywanymi propozycjami, chwilowe zwątpienia w możliwość zorganizowania ślubu i wesela na miarę naszych oczekiwań. Będę stronić od negatywnych epitetów kładąc większy nacisk na chwalenie tego co uważam za wspaniałe, gustowne, i z klasą. Pewnie nie zawsze uda mi się przestrzegać tych zasad...więc urażone osoby z góry przepraszam. Ten blog nie jest żadnym poradnikiem, to są moje przemyślenia i subiektywne opinie. Niech sobie każdy robi jak uważa. Jeśli jednak kogoś zainspiruję to świetnie. Mam nadzieję, że jakiejś planującej informacje tu zawarte, (do których dotarcie czasami zajmowało miesiące) ułatwią przygotowania:)
Czytelników zachęcam do komentarzy i dyskusji, ale zastrzegam sobie prawo likwidowania komentarzy nie przestrzegających zasad netykiety i szacunku dla autorki.
Info zaczerpnięte z tego bloga i dalej publikowane wymaga wskazania źródła. Dzięki!