Niejasne? Otóż, nie wiem czemu tak jest - choć mam własną teorię - ale często widzę zdjęcia, głównie z wielkich świątyń lub średnich gabarytami kościołów, na których pierwsze rzędy za młodymi są puste:( Dla mnie to smutne. Smutne bo nieestetyczne. Bo uważam, że podczas ślubów i wesel każdy detal gra ważną rolę w kreowaniu atmosfery i puste ławki, podczas gdy gości w bród, psują moje poczucie harmonii. Jestem pewna, że nie tylko moje. Czasami widać tylko rodziców w pierwszej ławce, czasami tylko 1 rodzica, czasami ławki tuż za nimi są już pełne, czasami w pierwszej ławce są sami oni, w reszcie rzędu luka, potem następne rzędy luk i dopiero tłum gości.
O ile może państwo młodzi są tego dnia zaaferowani czym innym, i dopiero większe faux pas burzą ich poczucie harmonii, o tyle w momencie oglądania zdjęć, miesiąc, rok czy 20 lat po, emocje i nerwy dnia ślubu opadają i dostrzega się takie różne niedociągnięcia. Co gorsze, te niedociągnięcia pozostają na zdjęciach na zawsze, niesłony rosół czy DJ do 'd' na szczęście pamięć potrafi zakurzyć. Puste ławki nawet jeśli zapomniane, czy niezauważone, udokumentowane zostają na zawsze.
Otóż drodzy goście, nawet jeśli nie czujecie się najbliższą rodziną czy przyjaciółmi i zauważycie, że te pierwsze ławki są gołe, podejdźcie do rodziców, dziadków, chrzestnych czy kogokolwiek kto w tym pierwszym rzędzie sam oczekuje, porozmawiajcie, rozluźnijcie te osoby, złóżcie gratulacje i jeśli nikt do nich nie dołączy pozostańcie z nimi. Z resztą może sami to zaproponują. Choć pamiętajcie, że oni sami również są w amoku i niekoniecznie muszą do tego mieć głowę.
[
tu było zdjęcie; może jeszcze jakieś dobrze obrazujące natrafię - jeśli ktoś ma prywatne i chciałby mi podesłąć...]
Naturalnie lepiej jest gdy obok rodziców zasiadają ci im najbliżsi, jeśli są obecni. Aczkolwiek jeśli są obecni ale nie ma ich z przodu, sytuację warto ratować. Odstępuję od namawiania do zajmowanie pierwszych ławek gdy te pierwsze rzędy są różniącymi się ławkami, np. bez oparć, klęczników - wtedy jakby wytłumaczalnym i jasnym jest pozostawianie tych pierwszych rzędów pustymi - choć nadal uważam, że to mało efektownie wygląda. Jeśli rodzice zajęli dopiero pierwsze 'normalne' to oczywiście nie namawiam w imię estetyki siadać przed rodzicami:) Jeśli jednak rodzice, czy inni pełniący rolę gospodarzy, zdecydowali się na ten dyskomfort i pozostają sami, nadal uważam, że warto im potowarzyszyć. I efektu pustych ławek na zdjęciach młodym zaoszczędzić:)
Moja teoria skąd to się bierze jest 2 torowa. Po pierwsze uważam, że tkwi w polskiej kulturze brak poczucia własnej wartości/ważności, wkuwana od dziecka skromność i niewychylanie się poza szereg. Takie wychowanie i postępowanie innych wokół nas, powoduje, że nikt nie stara się sytuacji ratować, nikt nie czuje się upoważniony do ratowania, wręcz może uważa, że nie ma czego ratować - na zasadzie skoro tak jest i nikt nic nie robi to może tak ma być. Drugim elementem mojej teorii, niewykluczającym pierwszego, jest wiara w to, że błędnie podchodzi się do szykowania ceremonii, tzn. scenariusza ceremonii nie planuje się wcale. Jest rytuał religijny bądź przebieg urzędowy i bez podważania jego logiki, estetyki czy kompletności poddajemy się jemu bez zapytania. Tym razem, na zasadzie wiary w autorytet przeprowadzającej ceremonię instytucji - oni wiedzą co robią, my się dostosowujemy, nie kwestionujemy, nie wnikamy, nie planujemy, nie wprowadzamy zmian, nie wyobrażamy sobie scenariusza w myślach na sucho, bo przecież samo się stanie, samo wyjdzie, my tylko płyniemy z prądem. Generalizuję of course, ale przecież tak jest w większości przypadków. A uważam, że plan , kto z kim wchodzi, w jakiej kolejności, kto gdzie siada, obok kogo, z kim wychodzi, to ważne elementy które warto sobie wyobrazić, rozpisać i według własnych potrzeb logistycznych czy estetycznych doszlifować. Niekoniecznie uważam, że trzeba robić próbę generalną jak w Ameryce, choć zapewne te eliminują wszelkie zgrzyty na jakie można się wokół ceremonii napatoczyć. Nie wiem czy ten zwyczaj przyjąłby się kiedykolwiek w Polsce, ale skoro świętujemy Halloween i Walentynki, kompletnie nam kulturowo obce i niepotrzebne, to dlaczego nie przyjąć tak sensownego i logicznego zwyczaju ślubu na sucho?:) Jeśli nawet nie ze wszystkimi VIPami obecnymi i nie in situ, to chociażby w myślach czy na papierze. Warto!
A puste ławki wyglądają po prostu jakby goście nie chcieli być blisko młodych ... :(