Mój mąż jest uzależniony od kilku seriali telewizyjnych, m.in. Prezydenckiego Pokera, znanego lepiej chyba jako The West Wing. Muszę przyznać, że czasami i mi sprawia wielką przyjemność śledzenie losów politycznych bohaterów. Dialogi są świetne, problemy wagi światowej, middle america kompletnie niereprezentowana więc naturalne, że taki serial może wciągać:) Ale blog nadal jest o ślubach więc śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż w jednym z co najmniej 4 seriali jakie mój mąż obejrzał wczoraj (nie po raz pierwszy) miał miejsce ślub w Białym Domu. Z tego co mi wikipedia podpowiada te odcinki nie były emitowane w Polsce bo podobno serial nie miał wystarczającej oglądalności i po 4 sezonie został zniesiony. Jeśli nic mi się nie myli, to odcinek ze ślubem jest dopiero w ostatnim sezonie, w Polsce więc mógł być oglądany jedynie przez fanatyków takich jak mój mąż, którzy kupują sobie wszystkie sezony na DVD;)

[via westwing bewarne com]
Zmierzam do sukni córki prezydenta. Córka nie jest wielce urodziwa, a szkoda, ma polskie nazwisko i zawsze uważam, być może błędnie i naiwnie, że takie aktorki powinny mieć powalającą urodę. Nie wiem ile lat ma aktorka ani bohaterka wychodząc za mąż, ale również młodość jej nie zdobi. Nie zrozummy się źle, nie uważam, że tylko młode potrafią być piękne, o tym, że niektórzy przepięknie dojrzewają z wiekiem pisałam już w swoim innym
blogu. Nie mniej jednak jest jakieś takie oczekiwanie, że panna młoda powinna rozświetlać urodą, świeżością, jakimś blaskiem wewnętrznym, i to się chyba najłatwiej udaje młodym i pięknym. Ellie Bartlet, dla mnie nie spełnia żadnego z tych podświadomych oczekiwań. I ten wstęp o wyglądzie córki był konieczny po to by powiedzieć, że gdyby było coś pięknego i świeżego w jej urodzie to suknię może można by wybaczyć. Ale jest ona po prostu tak zwykła, tak zwykła do bólu, a w swej prostocie tak nieciekawa, nie klasycznie piękna, że nie mogłam się nadziwić.
Jeśli dobrze pamiętam podczas konferencji prasowej pada informacja, że to kreacja Very Wang. No cóż widziałam wiele sukni VW, jedną przymierzałam i nawet mocno rozważałam i jest to projektantka o niebanalnych wzorach. Wręcz trudno mi było w jej kolekcji 2008 znaleźć coś dla siebie, bo dla mnie jej wzory były za bardzo edgy, za bardzo wykraczały poza moje pojęcie ponadczasowości. Ci co sledzą blog od jakiegoś czasu wiedzą, że moje ulubione suknie to te, które są przeproste w kroju i w dekoracjach ale mają w sobie to coś, są w jakimś stopniu oryginalne i już napewno niebanalne. Nie zmienia to faktu, że większość sukni VW jakie widziałam była bardzo ciekawa i bardzo lubiłam podziwiać je na zdjęciach lub na wieszaku. Jednak żadna z nich nie wyglądała tak nijak jak ta którą wybrano dla Ellie Bartlet. Takie sukienki kojarzą mi się bardzo z biednymi amerykańskimi miasteczkami, gdzie marzeniem każdej nastolatki jest
wyrwać się za mąż jak najszybciej i w byle czym. Zdobiony gorset i gładka spódnica nie zawsze muszą wyglądać tak banalnie i tuzinkowo, jak w wydaniu wzoru, który miała na sobei Ellie. Czasami takie połączenie tak naprawdę daje przepiekną kreacje. Suknia Elie jednak kojarzy mi się z tymi tuzinkowymi bez wyobraźni wzorami. Nawet jeśli to jest suknia VW, to nie jest to jej najlepszy wzór, a już na pewno nie jej signature style. Po co więc mieszać renomę dobrej projektantki z bardzo przeciętnym wzorem sukni, już bez względu na to czy to jej czy nie jej.
Poddawałam w wątpliwość czy to faktycznie jej, bo po obejrzeniu Sex and the City nie mogłam uwierzyć, że w filmie suknia Carrie firmowana jest przez Vivienne Westwood. Szykując się do swojego ślubu oglądałam wiele stron ze zdjęciami ślubnymi Carrie. Z resztą
w lutym pisałam o jej wyglądzie i mojej ewentualnej inspiracji piórami jakie zdobiły jej welon. Byłam przekonana, że jej suknia to wzór projektanta Zaca Posena. Takie wówczas wszędzie znajdowałam informacje. Nie rozumiałam więc kompletnie dlaczego w filmie oddano honory innej osobie. Stąd moja wczorajsza wątpliwość czy faktycznie ta nijaka kreacja w jakiej wystąpiła Ellie Bartlet to suknia Very Wang.
Gdy zaczęłam pisać dzisiejszy post miałam zamiar jedynie zaznaczyć, że mam taką wątpliwość i że jest ona o tyle silniejsze, że nie po raz pierwszy mam wrażenie, że amerykańskie produkcje filmowe kręcą coś z projektantami sukni ślubnych w jakich występują bohaterowie danych produkcji. Aczkolwiek w listopadzie, czyli pół roku po premierze Sex and the City jest w internecie znacznie więcej informacji niż bylo w lutym. I dziś wyczytałam, że suknia ślubna Carrie
miała być od Zaca Posena, a dokładniej miała to być ta suknia, którą miała na sobie Charlotte; oczywiście w bieli nie w czerni.

[via sexandthecitymovie com]
Wszystkie druhny miały na sobie suknie Zaca. Tak miało być i z Carrie. Zaszła zmiana w planach, nie do końca wyjaśniona, bo podany oficjalnie powód, że suknia Vivienne Westwood jest bardziej kwintesencją sukni księżniczki niż suknia Zaca, nie przekonuje mnie jako przyczyna zmiany projektanta; zmieniłabym ewentualnie model sukni na inny, współpracując nadal z tym samym projektantem. Nie jest też jasno wyjaśnione, kto decyzje o zmianie podjął. Opinię o zmianie można przeczytać na różnych stronach, np.
tu części wypowiedzi głównej stylistki SATC Patricii Field.
Wracając do wątku głównego, suknia Ellie Bartlet wydała mi się zupełnie nie inspirująca, nie odpowiednia nie tylko do popularnego serialu, gdzie normalnie bohaterowie są świetnie ubrani, ale przede wszystkim nie pasującą do córki prezydenta. Mogli trochę bardziej zaszaleć, nadal ubierając ją w sposób dystyngowany i godny Białego Domu. I jeśli już czuli, że konieczne jest umieszczenie w scenariuszu informacji o tym kto projektował suknie, i wybrali jedno z ważniejszych nazwisk amerykańskiego rynku ślubnego, powinni wybrać jedną z ważniejszych sukni autorstwa tej projektantki.
A co do odkrycia swojego błędu z suknią Carrie, no cóż, byłam zajęta swoim ślubem i niedziwne, że takie informacje mi umknęły. Z resztą wygląd Carrie bardzo mi się podobał i jest mi zupełnie obojętne kto projektował jej suknię. W lutym przeczytałam, że to Zac Posen, o którym wówczas nic nie widziałam i takie dane mnie zupełnie zadowoliły, dalej tematu nie zgłębiałam. Dzięki dzisiejszemu odkryciu wiem, że skoro nie oszukali w SATC, raczej w West Wing również podano prawdziwe nazwisko i suknia Ellie Bartlet jest jednak od VW. Tym bardziej pogrąża mnie to w modowym smutku; styliści serialu tak nieciekawie zdecydowali się ubrać bohaterkę i jedynie przykryli swój nietrafiony wybór wielką metką.