komentarze

Mimo że już nie piszę (regularnie), z chęcią poczytam Wasze komentarze. Piszcie więc proszę, dzielcie się opiniami, radami; na blog nadal zagląda bardzo dużo panien młodych, Wasze komentarze zawsze mogą się komuś przydać:)

Tuesday, 21 October 2008

Co z suknią po ślubie

Swoją zostawiam. Jakoś nie miałam najmniejszej wątpliwości, że tak się stanie. Nigdy nie rozważałam innej opcji. Bez względu czy kiedykolwiek do niej zajrzę, wiedziałam, że chcę ją zachować:)
Każdy może mieć inny stosunek do swojej sukni, dla jednych to strój bardzo istotny, z którym wiąże ich wiele emocji, dla innych to tylko strój - był potrzebny - więcej się nie przyda. Innych może też ograniczać w wolnym wyborze potrzeba odzyskania choć części zainwestowanych funduszy w tak drogą a jedynie jednorazową suknię. Różne są sytuacje.
A wasza?:) Załączyłam nowy sondaż. Dajcie znać!

Thursday, 16 October 2008

moja suknia slubna

[via trendz pl]

Poniewaz to pytanie padlo, i poniewaz poza pokazaniem zdjec, o swojej sukni nie mowilam jeszcze tak naprawde, odpowiadam i mowie: tak, to ta sama, ktora wystapila w filmie "27 sukienek".


[taki zestaw ujec z 27 sukienek przygotowala mi kolezanka ze strefy slubnej]

Filmu jednak tego nie znalam gdy ja kupowalam:) Wrecz bylam nastawiona na inna suknie od Amsale, a konkretnie Blair:

[model Blair via Amsale com]

Bylam w Blair zakochana, bo byla taka duza, szeleszczaca, z kieszeniami, golymi plecami, tymi turkusowymi kamieniami w podniesionej talii. No byla super. Choc nie mialam na nia odwagi. Wydala mi sie w pewnym sensie przesadzona. Poza tym w dniu, w ktorym decydowalam sie na suknie - bo sobie wyznaczylam kokretny termin podejcia decyzji - bylam kompletnie rozdarta pomiedzy dwoma sukniami, dwoma roznymi stylami, efektami koncowymi. I choc tak bardzo podobala mi sie Blair pociagal mnie wariant, kt wydal mi sie bardziej klasyczny, mniej wyzywajacy...

[Molly, Vineyard Collection od Priscilla of Boston, zdjecie katalogowe z ich strony]

Ta druga suknia, ktora zdawalo sie, ze podoba mi sie tak samo bardzo jak Blair, byla w stosunku do Blair bardzo asekurancka. Rownie prosta. Pieknie podkreslajaca figure, czego nie mozna bylo powiedziec o Blair; w Blair nie chodzilo o pokazanie sylwetki, w Blair chodzilo o Blair:) haha! Rywalka Blair byla Molly, od
Priscilla of Boston. Molly byla niewinna, romantyczna, trocha wprawaiala mnie w nastroj sniadanie na trawie. Oczywiscie Moneta, nie Manet'a;)
[Le dejeuner sur l’herbe Claude Monet via Wikipedia]

Ze 2 godziny bilam sie z myslami, ktora suknie powinnam wybrac, chodzac po salonie w obydwu na zmiane. Padlo na Molly:)
[Molly od Priscilla of Boston zdjecie z salonu]

Szczesliwa, ze decyzja za mna wrocilam do domu przekonana, ze wybrawszy suknie moge zajac sie innymi tematami, jak welon, buty, kwiaty bizuteria. Przez miesiac jednak mysli nie dawaly mi spokoju i Blair nachodzila mnie w snie i na jawie. Wyznaczalam sobie terminy na uspokojenie sie ale nie potrafilam przyjac do wiadomosci, ze zamowiona suknia to moja ostateczna decyzja. Nie wiedzialam jak inaczej sie przekonac, wiec wybralam sie na lowy sukien raz jeszcze. Mialam zamiar poprzymierzac na nowo Blair i Molly.

Umowilam sie na nowe mierzenie w innych salonach, niz tam gdzie zamowiona byla Molly, tak by miec swiety spokoj i moc udawac, ze ogladam suknie po raz pierwszy. Molly nadal byla zachwycajaca. Nadal czulam sie w niej swietnie, sczuplo, dziewczeco i niewinnie. Ale nadal nie bylam pewna czy to jest faktycznie to. Bylam tez umowiona do salonu glownego Amsale, tzw flagship store na Madison. Oczywiscie szlam z mysla mierzenia Blair, ale pokazano mi i inne. Z reszta w trakcie poprzedzajacego miesiaca, gdy dojrzewala mysl o weryfikowaniu decyzji, uzbierala sie cala lista nowych sukien, ktore chcialam przymierzyc. Tym razem szlo latwiej niz za pierwszym przyjazdem do NY, ktory byl zalatwiony w 4 dni, i do ktorego nie bylam swietnie przygotowana pod wzgledem listy sukien. Moja owczesna lista faworytow nie brala pod uwage ani salonow obecnych w NY, ani amerykanskich firm przede wszystkim. Na poczatku spodziewalam sie kupic suknie w Europie, amerykanskie modele jakie trafily do mojej kolekcji byly tam przypadkowo, raczej z tego powodu, ze zdjec amerykanksiego przemyslu slubnego jest w internecie najwiecej, i sluzyly mi raczej za punkt odniesienie, niz za pomysl na konkretna suknie jaka chcialabym przymierzyc. Nie zwracalam wiec zbytnio uwagi na to jaka to marka, gdzie sa jej salony i czy dany model jest z kolekcji 2008.


[via Amsale com]

Ta druga wyprawa pozwolila mi skupic sie na konkretnych mozliwosciach NY, wyeliminowac firmy nieobecne oraz modele nieaktualne.
Przymierzalam wiec i Molly i Blair, oraz ze 20 inncyh, i miedzy innymi rowniez po raz pierwszy przymierzylam Reese!!! i w tym momencie Blair zbladla....Nagle pojawil sie nowy dylemat, Molly czy Reese!!! a ja przyjechalam problem rozwiazac, nie znalezc sobie nowy;)

[model Reese via Amsale com]

Skonczylo sie na tygodniowym mysleniu, porownywaniu wszystkich za i przeciw, i Molly choc piekna przegrala z Reese, ktorej po prostu nie moglam sie oprzec! Zmienilam zamowienie i tym razem wrocilam do domu juz spokojna i zadnych second thoughts nie mialam:D

Wednesday, 15 October 2008

moje druhny



[zdjecie Karla; Kamila ustalajaca cos przed slubem]

Oddaje podium swoim druhnom. Byly piekne i bardzo pomocne. Dziekuje Wam raz jeszcze:)


[to jedno z moich ulubionych zdjec Karla, Kamila ukladajaca tren i Nela przygladajaca sie temu z przejeciem:)]

Jak juz w jednym z wczesniejszych postow bylo widac, kazda druhna byla ubrana inaczej. Nie konsultowaly sie miedzy soba, jedynie ze mna;)

[zdjecie wlasne dopoki nie splyna wszystkie fotki to jest tak naprawde najlepsze ujecie moich druhen razem, of course z malymi druhenkami]

Ale zadnej z nich niczego nie narzucalam w kwestii wygladu i zadnych ich pomyslow nie negowalam. Po prostu bylam pewna, ze nie mam sie czego obawiac:)


[zdjecie Karla; zamieszanie druhen: co zrobic z malymi druhenkami;)]

Mi akurat takie rozwiazanie bardzo pasowalo i mysle tez, ze kazda z nich byla zadowola, ze mogla byc soba:)

[zdjecie Karla podczas ceremonii]

W tym poscie nie mam zadnych rad. Jedna z moich druhen nie mogla przybyc:( i bylo niejasne az prawie do samego konca czy sie jej uda czy nie. Inna rowniez miala niejasna sytuacje. Troche to moze dodalo niepewnosci moim planom, ale na szczescie byl plan B i sie wszystko powiodlo:)

[zdjecie wlasne; Agnieszka i Kamila z moja Mama tuz po zdjeciu grupowym]


[zdjecie wlasne Francesca i ja pod koniec wesela]

Odnosnie samego stroju, mysle, ze to sprawa bardzo idywidualna. Jesli ma sie dobra krawcowa i jesli druhny wszystkie mieszkaja w tym samym miejscu to byc moze, mozna miec piekny efekt ubierajac wszytskie tak samo. Jednak, zdecydowana wiekszosc zdjec slubnych z identycznie ubranymi druhnami nie podobala mi sie:( Gotowe suknie sa klopotliwe gdy probuje sie znalezc cos swietnego dla samego siebie, co dopiero dla kogos, nie mowiac juz o 3 roznych osobach, roznych sylwetkach, gustach, osobowosciach... Wspolne bukiety mi w zupelnosci wystarczyly:)

[zdjecie Karla, bukiet swiadkowej, pozostale 2 byly identyczne]

Monday, 13 October 2008

fotografie waznych osob/rzeczy

Mimo, ze zdjec ze slubu bylo mnostwo nikomu nie udalo sie sfotografowac naszych confetti, ktore pokazalam w poscie z 25 czerwca. Oczywiscie, obarczam siebie wina za to, bo przeciez do moich obowiazkow nalezalo przyszykowanie listy przedmiotow do upamietnienia na fotografiach:( To, w dodatku do biliona innych rzeczy, ktore byly moim obowiazkiem....Tego akurat nie dopilnowalam... z reszta nie tylko tego ;) A nawet zaczelismy szykowac taka liste dla fotografa. Co prawda skupialismy sie na osobach, nie na przedmiotach. Wiec nawet gdyby ta lista zostala mu wreczona, prosby o zdjecie confetti by na niej nie bylo:(
Poniewaz fotograf byl osoba obca, nie znajaca nikogo z rodziny i przyjaciol, uznalismy za logiczne, ze mu damy liste osob. Bo poza oczywistymi rodzicami, ktorych latwo w tlumie zidentyfikowac, strojem, nastrojem, butonierkami, zachowaniem, witaniem gosci, miejscem siedzenia w kosciele, prowadzeniem corki do oltarza, etc, etc..jest jeszcze cala grupa VIP-ow, mniej funkcyjnych i trudniej rozpoznawalnych golym okiem. Zaczelismy nawet przygotowywac prezentacje w powerpoincie ze zdjeciami owych VIP-ow, ale ilosc detali jakimi przyszlo sie nam zajmowac tego tygodnia nie pozwolily jej dokonczyc.


[zdjecie Cioci; mam slabosc do zdjec par mlodych wychodzacych z kosciola; Cioci jako jedynej udalo sie nas sfotografowac z lewej strony. I bardzo jestem z tego zdjecia zadowolona:)]

Fotograf mial z reszta swietny plan B (lub jego plan A), ktory polegal na wytypowaniu lidera w kazdej grupie osob, ktora chcielibysmy miec na fotografiach. Taki lider mial otrzymac prosta instrukcje zwolania, w ktoryms momencie reszty osob z tej grupy do wspolnej fotografii. Mi sie zdawalo, ze to banal, ze pojdzie gladko. Nie wiem komu moj maz zlecil to zadanie, jesli w ogole komukolwiek. Mi udalo sie zlecic 2 osobom - znowu z powodu zajmowania sie tysiacem spraw i nie panowania nad wszystkim - mimo wielkich checi i miesiecy organizacji - wyznaczylam zaledwie 2 osoby:( Ostatecznie powstalo grupowe zdjecie tylko 1 malej grupy:(

Sprawa jest troche bardziej skomplikowana, niz ja tu przedstawiam. W rzeczywistosci podczas wesela jest tak, ze jednoczesnie dzieje sie naprawde tysiac spraw, i nie jest sie w pracy, wiec trudno z notatkami chodzic i konsultowac co juz zrozbione co nie. Kazdy cos chce, kazdemu nalezy udzielic 5 sekund audiencji i wiele dobrze zaplanowanych wydarzen nie moze miec miejsca, z powodu najzwyklejszego braku czasu, otrzymywania zyczen, rozmow z goscmi, zdjec prywatnych, rozmow (chocby najkrotszych) z obsluga, etc, etc. Obrazkowo przedstawiajac wyglada to tak, ze chcesz przejsc z A do B, masz do pokonania 10-15 metrow, a na drodze spotykasz 25 osob, kazda sie do Ciebie zwraca, cos chce Ci wreczyc lub powiedziec, nie wypada nikomu odmowic, czesto ten niespodziewany przerywnik jest wrecz przemily i cieszysz sie niezmiernie. Niektorym faktycznie udaje Ci sie powiedziec, 'przepraszam najmocniej teraz nie moge, musze xyz...' Sa to jednak nieliczne wyjatki i moga byc uzasadnione jedynie w przypadku przepraszania kolegow bedac w drodze do Babci. Efekt jest taki, ze do celu nie docierasz, lub jesli tak to po bardzo dlugim czasie, lub wrecz za pozno. Byc moze te kilka osob, ktore mnie zatrzymywalo, a ktorych musialam przeproszic zatrzymywalo wlasnie celem zrobienie takiego niedoszlego zdjecia grupowego. Byc moze, moje spoznione o godzine dotarcie do B, spowodowalo, ze zdjecie, nad ktorego nie posiadaniem dzis ubolewam, doszloby do skutku, gdybym dotarla do B przez przerywnikow:(

Czasami az mysle, ze takie rozwazania sa bez sensu. W sumie przyjecie udalo sie cudownie, zdjecia jakie mamy sa swietne, wspomnienia wspaniale (choc z kompletnoscia wspomnien mamy oboje klopoty;) Goscie nadal wspominaja i dziekuja za dobra zabawe. Wiec po co takie gdybanie o tym, co poszlo nie jak w szwajcarskim zegarku?
Byc moze wynika to z mojej natury, nie docenianej checi kontrolowania wszystkiego, perfekcjonistki i swiadomosci, ze slub jest jeden i tylko jedna byla szansa na zrobienie wszystkiego tak dokladnie jak chcialam. Roztrzasanie tematu ma nie tylko uzasadnienie ale rowniez chyba i sens, jesli komus te moje przemyslenia moga sluzyc za rade. I jesli ktos czuje sie takim samym micromanagerem oraz perfekcjonista o niedoscignionych oczekiwaniach, to moze opis moich doswiadczen pozwoli lepiej przygotowac sie na wielki dzien:)

[tuz po ceremonii]

W wymienianiu przyczyn, dlaczego czasami nie dochodzi do czegos zaplanowanego, zapomnialam dodac, ze ma to rowniez wiele wspolnego z koniecznoscia bycia elastycznym. Bo zmianom ulec moze wszystko, ewentualnie poza ceremonia i jedzeniem - w tych 2 elementach mam nadzieje, ze nikt sie z niespodziewanymi zmianami nie spotkal. Reszta na prawde moze zmienic sie calkowicie w lub w jakims aspekcie. Mi ulegl kompletnej zmianie np scenariusz muzyki. Wymagalo to dostosowania sie do sytuacji na miejscu, bez planu. DJ przyszedl kompletnie nie przygotowany. Liste utworow szykowalismy z mezem przez ladnych kilka miesiecy; z mezem, z rodzicami, tesciami...chodzilo utwory, ktore odpowiadalyby potrzebom 3 roznych pokolen, 2 narodowosciom glownym oraz reszcie towarzystwa mocno miedzynarodowego. Chodzilo oczywiscie rowniez o nasz pierwszy taniec, na ktory DJ nie przyniosl zamowionego utoworu:( Dlugo zastanawialam sie czy napisac, kto u mnie byl odpowiedzialny za myzuke, by uprzedzic przyszle panny mlode przed taka niemila niespodzianka. Na razie nadal jestem w fazie zastanawiania sie bez werdyktu:)
Zmianie niespodziewanie ulegl tez czas skladnaia zyczen. Spodziewalismy sie godziny lub wiecej, a po zyczeniach bylo juz zaledwie w kwadrans po mszy. Pozwolilo to na dluzsza mini sesje na Starym Miescie, ktora wstepnie planowana byla na 30 min. Zmierzam, do tego, ze mimo naszego bardzo szczegolowego rozpisania wszystkich etapow dnia, mimo nawet uwzglednienia widelek czasowych na rozne wydarzenia, ktorych precyzyjnej dlugosci nie sposob bylo ustalic, musielismy byc elastyczni na zmiany i czasami podejmowac decyzje natychmiast zamiast pozwolic akcji toczyc sie wedlug planu. Oczywiscie kazda taka zmiana jakos wplywala na dalsze wydarzenia.

[czestotliwosc pokazywania trenu, wynika wlasnie z bolaczki, ze tak malo go bylo na wszystkich zdjeciach jakie do tej pory widzialam]

Poniewaz dotarlismy na przyjecie o 19h, czyli 4h po tym gdy kazde z nas po raz ostatni moglo pic lub udac sie toalety, a dzien by wyjatkowo goracy, mi np marzylo sie napic sie czegos orzezwiajacego. Ale na wejscie dostalam 30g wodki. Rozumiem tradycje, sama chcialam miec ten rytual, ciesze sie z niego bardzo, ale pragnienia mojego nie zaspokoil w zadnym stopniu. Sekunde po stluczeniu na szczescie kieliszkow zjawil sie kelner z lampka szampana. Tez rozumiem, za chwile mial byc toast, pierwsze sto lat, etc, wiec szampan musial byc, ale byl ostatnia rzecza na jaka miala ochote po wodce oraz nadal ze swoim nieugaszonym pragnieniem.
Przywitanie przebieglo cudownie. Oraz bez przeszkod, wiec za raz bylo po nim. Taty przemowienie bylo rowniez krociutkie, chwile pozniej krotkie sto lat. Po nim na szczescie udalo mi sie wykorzystac uprzywilejowane stanowisko z terasu, kilka metrow nad reszta gosci i zaprosci wszystkich do wspolnego pamiatkowego zdjecia. Zajelo ono chwile, bo najpierw sie nie miescilismy, potem byl incydent z fontanna, a potem fotograf potrzebowal wykonac kilka ujec by moc wybrac najlepsze. Niby wszytsko krotkie i szybkie, ale mi sie nadal chcialo pic!!!


[przywitanie chlebem i sola]

Po zdjeciu grupowym bylismy wstepnie umowieni z fotografem na wlasnie taka szybka ocene sytuacji i zdecydowanie, czy zdjecia mniejszych grup teraz czy potem. Nie pamietam jak doszlo do jej podjecia, ale padlo na 'potem'. Byc moze nawet moje pragnienie zadecydowalo;) Po demontazu ustawienia do zdjecia grupowego myslalam, ze sie przejde po ogrodzie, podejde do kazdego porozmawiam, ugryze cos z tak szczegolowo zaplanowanego menu koktajlowego. Napije wreszcie! Nie bylo mi dane. HAHA:) Oczywisicie wydarzen chronologicznie nie pamietam w ogole, pamietam jedynie, ze wowczas rozdzielono nas z mezem, i podgrupy gosci wziely nas w obroty. Doslownie w obroty. Z moich niedoskonalych wspomnien wynika, ze nagle bylo wokol nas nonstop wiele osob i obracalismy sie albo w prawo albo w lewo do jakiegos prywatnego obiektywu. Nie zrobilam ani kroka, stalam tylko w miejscu obracajac sie wokol wlasnej osi. Nawet swiadcza o tym zdjecia od gosci, wszystkie zrobione w tym samym miejscu tylko z roznych perspektyw haha. Nie wiem ile to trwalo. Wiem tylko, ze nadal chcialo mi sie pic. Ktos mi musial wreszcie cos podac, bo na zdjeciach jestem ze szklanka soku - ale zupelnie tego nie pamietam. Szklanka predko sie oproznila, moje pragnienie nadal bylo niezaspokojone, a ja sie tylko obracalam raz o 180, raz o 90 stopni. Wreszcie zdobylam sie na ryzyko posadzenia o brak grzecznosci i komus chyba jednak odmowilam mowiac, ze po prostu musze sie isc napic. Podeszlam do stojacego zaledwie o 2 metry barku, w ktorym dostalam sok, ale bez lodu!!! Pokreciwszy sie chwile w okolicy oczekujac na lod, zostalam poproszona do kilku kolejnych zdjec w tym przeniesionym o 2 metry plenerze. Nagle podeszla do mnie obsluga mowiaca, ze jest 20h i ze sa gotowi z kolacja. Bylam w szoku, bo oznaczalo to koniec mojego upragnionego koktajlu na swiezym powietrzu; wyczekiwanego i planowanego miesiacami. A ja nie tylko sobie po ogrodzie nie pochodzilam, z goscmi nie pogawedzilam jak myslalam z wlasnej inicjatywy, nie zobaczylam ani jednej z serwowancyh przekasek, ale i nie ochlonelam, nie zrelaksowalam sie, nie odswiezylam sie napojem haha. Byl juz czas zegnac sie z parnym ogrodem i liczyc, ze na fotografiach zobacze jak to wszystko wygladalo, gdy ja nie dalam rade sama obejrzec:)

[kolejne z kolekcji Cioci i kolejne z trenem;) tuz po przywitaniu]

Ten dlugi wywod zmierza do tego, ze odlozone 'na potem' fotografie w podgrupach nie zaistnialy. Oprocz wspolnego zdjecia wszystkich gosci, z ktorego jestem bardzo zadowolona, mialy miejsca juz tylko zdjecia z rodzicami, oraz z moja grupa ze studiow. Do zdjecia z rodzicami doszlo do skutku dzieki fotografowi, ktory nas zwolal. Do uniwersyteckiego, bo Agatka wykorzystala okolicznosci zdjecia z rodzicami, zwolaka reszte, i weszli idealnie w gotowa scenerie oraz w gotowosc fotografa. Reszta przewidywanych zdjec w podgrupach nie miala chyba kiedy zaistniec. Zawsze cos sie dzialo. Zawsze gdziesz szlam lub szlismy, cos 'zalatwlialismy', cos t r z e b a bylo. Nie mowiac o tym, ze gdy wybila polnoc, wjechal tort, po nim oczepiny, wkrotce zaczely sie obowiazki zegnania gosci:( Nie kazdy owszem wychodzil tak predko, ale sporo najstarszych tak. Zegnanie sie zajelo juz zdecydowanie dluzej niz 15 minutowe zyczenia po mszy. Wszystko co nastapilo potem poszlo kompletnie z gorki, nie wiadomo kiedy.

Wracajac do tematu postu, jesli sa przedmioty lub osoby, na ktorych sfotografowaniu Ci bardzo zalezy, nie licz ze w dniu slubu znajdziesz czas na to by podejsc do fotografa i mu ich/je pokazac:) Lepiej znalezc 5 minut w chaosie przedslubnym na spisanie listy i wreczenie jej fotografowi. Jesli wymieniona na niej osoba chrzestnej matki nie jest oczywista w tlumie gosci, fotograf moze sie o to spytac kogos oczywistego, np rodzicow. Wiec mimo doskonalszje formy jaka byloby wreczenie wlasnie prezentacji z fotografiami danych osob, trzeba realnie patrzec na czas i zdac sobie sprawe, ze na taka forme nie ma czasu, a liste mozna napisac nawet olowkiem na serwetce, przekaz dotrze:) Lepiej dac fotografowi czarno na bialym napisane swoje oczekiwania niz potem szukac po tysiacach prywatnych zdjec gosi, czy aby sie udalo komus ujac ten wazny moment, lub ta wazna osoba:)

Niedawno mielismy niepowtarzalna okazje wlozyc raz jezcze swoje slubne stroje i przezyc jeszcze jedno wesele. Mialo ono troche inny charakter. Nie bylo muzyki ani fotografow, ceremonii, ani naszych znajomych, ani wielu elementow jakie miewaja normalne wesela. Zorganizowane bylo przez tesciow dla ich gosci, ktorzy nie dali rade dotrzec na wesele sierpniowe. Bylo ono wspaniala okazja do nadrobienia kilku 'niedociagniec' fotograficznych z naszego slubu. Miedzy innymi udalo sie zrobic zdjecie trenowi mojej sukni od tylu. Wiem, ze to detal, ale akurat bylam przekonana, ze ktos takie zdjecie zrobi...a jakos wszyscy woleli mnie fotografowac z przodu. I uznalam, ze skoro w jakims stopniu brak takiej fotografii mi doskwiera, to to drugie wesele jest jedyna szansa na korekte:)

[zdjecie zrobione myslac, ze takich ujec nie ma]

Choc 4 dni po drugim weselu, splynely do mnie fotografie od jejdnej Cioci, i sie okazalo, ze jednak jej w dniu slubu udalo sie zrobic zdjecie trenu z tyly:)!!! wiec teraz mam kilka takich ujec i stad taka ich liczba w tym poscie.

Drugie wesele bylo rowniez okazja do skorygowania braku zdjec naszych confetii, od ktorych caly ten wywod sie rozpoczal:)

Na sam koniec, chce tylko sie usprawiedliwic, ze o ile moze brzmiec, ze mam zal do gosci za nie zostawienie mnie w spokoju na naszym weselu - coz za oczekiwania prawda ? ;) - zalu zadnego nie mam. Owo branie w obroty nie dalo mi uprganionej chwili wytchnienia, ale dzieki naplywajacym od gosci zdjeciom, widze, ze spora czesc spodziewanych a nie zrealizowanych zdjec w podgrupach, w rzeczywistosci gdzies tam isnieje w prywatnych kolekcjach:) Moze kiedys bedzie mi dane zobaczyc je wszystkie. You can't have everything...:)

Wednesday, 1 October 2008

slubne buty po slubie

[zdjęcie własne, nasze ślubne nogi;) podczas 2iego przyjęcia weselnego]

Jesli twoje buty slubne sa skorzane i jasne, wypastuj je przed slubem.
Oficjalnie kolor moich to magnolia, nie byly wiec biale, ale jednak bardzo jasne. I bardzo ucierpialy na weselu. Nie wiem gdzie sobie je tak ubrudzilam, tanczylam w koncu wylacznie na parkiecie, po ogrodzie chodzilam niewiele, bo nie lubie zapadajacych sie w ziemie obcasow. Moje glowne podejrzenie, to to ze ubrudzily sie czarna pasta do butow wszystkich moich partnerow na parkiecie;) Moze wypastowane przed ucierpialyby mniej:)

Wspaniale sie trzymaly, ani razu nie przeslo mi przez mysl je zdjac, dac stopom odpoczac. Ciesie sie wiec, ze nie kupilam sobie byle-jakich-butow-na-jedna-okazje, bo-przeciez-wszytskie-panny-mlode-tak-wlasnie-robia;) Z reszta wiem dobrze, ze to mit, owszem niektore dziewczyny celowo kupuja buty na 1 raz, nie jest to jednak zadna regula, wiele panien mlodych, z jakimi rozmawialam celowo kupowaly buty w innych odcieniach, po to by miec buty na wiele okazji po slubie. Ciesze sie, ze moje sie sprawdzily, ze sie nie poddawalam w trudach ich znalezienia. I choc to zupelnie nie ma nic do rzeczy ciesze sie ze je kupilam w NY. Bo to byla jedna z najfajniejszych przygod podczas przygotowan: moje wielkie slubne wyprawy do tego szalonego miasta, ktore tak niespodziewanie i tak silnie wpisalo sie w historie tych przygotowan:) Oczywiscie ciesze sie rowniez, ze byly wloskie, bo to mily uklon w strone korzeni meza;) oraz utwierdzenie w przekoaniu, ze wloskie buty to dobre buty i nie warto miec 30 srednich par, bo byly tansze; warto miec 5 na ktore nas prawie nie stac, ale miec szczesliwe stopy!
Udalo mi sie juz raz po slubie w swoich slubnych wystapic. Kolejne bardzo udane wyjscie i tance do switu:) W najblizszym tygodniu zaloze je raz jeszcze! i to juz raczej bedzie ich ostatnie wystapienie w tym sezonie...a szkoda, magnoliowe pantofelki poczekaja na wiosne 2009:)

słowo o blogu

Postaram się nie wyśmiewać niczyich pomysłów i rozwiązań ślubno-weselnych; jednak u podstaw tego blogu leży moje zmęczenie poszukiwaniem, zniesmaczenie znajdywanymi propozycjami, chwilowe zwątpienia w możliwość zorganizowania ślubu i wesela na miarę naszych oczekiwań. Będę stronić od negatywnych epitetów kładąc większy nacisk na chwalenie tego co uważam za wspaniałe, gustowne, i z klasą. Pewnie nie zawsze uda mi się przestrzegać tych zasad...więc urażone osoby z góry przepraszam. Ten blog nie jest żadnym poradnikiem, to są moje przemyślenia i subiektywne opinie. Niech sobie każdy robi jak uważa. Jeśli jednak kogoś zainspiruję to świetnie. Mam nadzieję, że jakiejś planującej informacje tu zawarte, (do których dotarcie czasami zajmowało miesiące) ułatwią przygotowania:)
Czytelników zachęcam do komentarzy i dyskusji, ale zastrzegam sobie prawo likwidowania komentarzy nie przestrzegających zasad netykiety i szacunku dla autorki.
Info zaczerpnięte z tego bloga i dalej publikowane wymaga wskazania źródła. Dzięki!