komentarze

Mimo że już nie piszę (regularnie), z chęcią poczytam Wasze komentarze. Piszcie więc proszę, dzielcie się opiniami, radami; na blog nadal zagląda bardzo dużo panien młodych, Wasze komentarze zawsze mogą się komuś przydać:)

Thursday, 27 March 2008

jeszcze o butach (Marni)

Zapewne czółenka na platformach to nie jest właściwe określenie, ale jakie jest właściwe, nie wiem. Za to widziałam ostatnio w marcowym Vogue zdjęcie takich właśnie butów, więc zamieszczam, by wiadomo było o co mi chodzi:)

[Vogue March 2008, zdjęcie własne]

Powyżej strona prawie w całej okazałości oraz poniżej zbliżenie:

[Vogue March 2008, zdjęcie własne]

Są odpowiedniego koloru, gdyby może nie ta ciemna podeszwa pomiędzy platformą a butem...

I jak się dowiedziałam przed chwilą firma Marni wysyła ze swojego wirtualnego sklepu do Polski również:) Identycznych jak te na zdjęciu nie znalazłam, ale platforma na podobnych jest identyczna:)

Pióro


Kto śledzi mój blog, wie, że kiedyś był pomysł na pióro:)

2 dni temu, przez zupełny zbieg okoliczności, podarowano mi pióro, i to nawet w takim kolorze o jakim myślałam rozważając pióro jako część dekoracji głowy na ślub. Nazywam to dekoracja głowy, bo bliżej nie określiłam, ani wtedy ani teraz, czy to miałaby być część stroika, pióro plus welon, czy samo pióro, czy jeszcze jakaś inna kombinacja.

Na razie pierwsze przymiarki z tym piórem nie nadają się na publikację w blogu. Samo piękne pióro zamieszczam:)

Monday, 24 March 2008

'przeżywanie'

Wydaje mi się, że nie 'przeżywam' naszego ślubu. Oczywiście, trochę się nim interesuję ponad przeciętnie, w końcu jest i ten blog, i forum, i zakupy w różnych zakątkach świata. Niemniej jednak nie mam wrażenia bym się denerwowała, stresowała, miała jakieś lęki czy obawy. Nie obgryzam paznokci, nie tracę na wadzę, nie rwę sobie włosów. Zajmuję się przygotowaniami dużo i pewnie więcej niż średnia krajowa, ale to dlatego, że mi to sprawia przyjemność, i dlatego, że czas mi na to pozwala. Moje znaczne zaangażowanie w organizację i szykowanie odbieram jako wynik przyjemności jaką mi to wszystko sprawia, nie obsesji, czy przeżywania.
Aczkolwiek, miałam swój pierwszy przedślubny koszmar, który ewentulanie mógłby temu przeczyć :) Śniło mi się, że nadszedł czas odbioru sukni i że otworzyłam opakowanie dopiero w domu, gdzie ku mojemu wielkiemu zdziwiniu znalazłam strój, który tylko trochę przypominał zamówioną suknię (!!!)
Otóż suknię, którą zobaczyłam wewnatrz, trudno w ogóle nazwać ślubną. Była granatowa, krótka, z innego (gorszego) materiału niż zamówiona, oraz nie w moim rozmiarze!
Ale model faktycznie wyglądał bardzo podobnie, i gdyby zastąpić właściwym kolorem, długośią, rozmiarem i tkaniną, to suknia byłaby identyczna jak zamówiona haha.
Może jednak podświadomie trochę się stresuję...tylko o tym nie wiem:)
Z drugiej strony, sen ten też łatwo wytłumaczyć. Dzień przed telefonowałam do salonu pytająć się czy już wiadomo coś odnośnie daty odbioru (obecnie mam bliżej nieokreślony początek czerwca). Niestety poinformowano mnie, że wciąż widnieje jedynie wzmianka o czerwcu i powiedziano, że ewentulanie w połowie kwietnia mogą wiedzieć więcej. Link pomiędzy rozmową telefoniczną a snem jest więc oczywisty:) Jednak, wcale nie odczuwałam zmartwienia, stresu ani nawet irytacji po otrzymaniu wiadomości. Zdawało mi się, że przyjęłąm ją neutralnie więcej jej nie roztrząsając... Podświadomość widocznie temat wałkowała...;)

welony

Zapowiadałam, że napiszę o welonach, ale fotek chyba jednak nie wrzucę, bo musiałabym pokazać siebie w welonie. I nawet jeśli te próbowane i uwiecznione na zdjęciach, to nie ten, w którym wystąpię, jednak widzieć mnie w welonie, to widzieć mnie w welonie. A to powinno się Filemu przytrafić tylko raz, tylko podczas naszego ślubu. Skoro to on tak bardzo rygorystycznie chce pilnować, by mój wygląd był dla niego tajemnicą i niespodzianką, nie mogę nie uszanować. Zdjęć w welonach więc nie będzie, ale mogę kontynuować temat inspiracji i pomysłów.

[zdjęcie własne]

Po ostatniej wizycie w NY (z której to włąsnie zdjęć w przymierzancyh welonach pokazać nie mogę) myślałam, że się już prawie na 100% procent zdecydowałam co do modelu. Jednak 2 dni po powrocie widziałam kelnerkę w stroju ludowym, która mnie znów zainspirowała do rozważania jakiegoś innego rozwiązania:) Ona jest w kolorach, ja oczywiście myślę o bieli, ale generalnie taka jakaś niewiele różniąca sie przepaska chyba nie byłaby zła:)

Realnie myśląc, pewnie będzie bardziej tradycyjnie wyglądający welon, mgiełka, bez dodatków; pytanie jedynie czy welon mniej czy bardziej bufkowaty. A to dlatego, że odchodząc od idei całunowatych, zaczęłam zauważać zalety marszczeń. O ile całun daje piękny, elegancki efekt 'clean & crisp' czyli bardzo zgodny z moimi intencjami, to mniej lub bardziej gęste marszczenia i przez to bufki, dodają element zabawy do wyglądu. I może jeśli będzie wszystko gładko, czysto i pod kant, bo będzie nudno i przeciętnie- ? ; elegancko i pięknie może przecież wyglądać przeciętnie.

Bufka trochę rozweseli, a poza tym może swoją innością względem reszty wygładu, właśnie bardziej zwróci uwagę na ten zamierzany clean and crisp efekt reszty. Sama nie wiem i dopóki nie przyjdzie suknia i nie będę mogła wreszcie z jakąś firanką potrenować do woli przed lustrem, pewnie się sprawa nie rozstrzygnie. W każdym razie jeśli bufka, to jakaś mniejsza wersja Pricilli, i bez korony;)

Thursday, 20 March 2008

2 nowe ankiety

Dalej ciągnę temat gospodarki weselnej haha. Bo tu się nie ma co śmiać, trzeba być niezłym ekonomistą, by prawidłowo i bez niepotrzebnych strat taką imprezę zorganizować. Dochodowo jej się nie da potraktować, choć znam wiele osób, które twierdzi przeciwnie, i widzi w każdym wydatku uzasadnioną inwestycję. Nie rozwijam tematu, bo nie podzielam tej wizji.
Jeśli nawet nie mogę oprzeć się za bardzo na wynikach ankiety o tym kto koszty weselne powinien ponosić, to jednak wiem skądinąd, że zarządzania funduszami (nawet jeśli nie z własnej kieszeni) to zasadniczo zadanie młodych. Organizacja wesela, to nie tylko przymierzanie sukien, wybieranie dodatków, kwiatów i przekąsek, to przede wszystkim wiecznie otwarty excel... Stąd moje zainteresowanie Waszym zdaniem o kosztach i tematyka ankiet:)

Wednesday, 19 March 2008

czas analizy kolejnych ankiet

Ankieta pierwsza, malo zaskakujace ma wyniki:) 3 najważniejsze dla Ciebie elementy (materialne!) w organizacji Twojego ślubu i wesela - 53% wybrało suknia/wygląd, miejsce, dobra zabawa.
26 % zaznaczyło fotograf, muzyka, miejsce. To drugi pod względem ilości głosów zestaw elementów najważniejszych; i trochę mnie aż dziwi, że tyle dziewczyn usunęło z top trójki suknię i wygląd:) Z tego co czytam na forum, to suknia zdecydowanie mieści się wśród priorytetów większości panin młodych.
Trzecie miejsce zajął zestaw suknia/wygląd, fotograf, muzyka, z zaledwie 13% głosów. Ja się w tej ostatniej grupie mieszczę. Fotograf zbyt ważny dla nas, by nie uwzględnić w top trójce. A dobra zabawa będzie, uważam na pewno, jeśli będą nasi przyjaciele, dobra muzyka, ja-w-dobrym-humorze (ku czemu przyczyni sie moja sukni:) oraz jeśli będzie wszystko uwieczniał nasz fotograf. Wyniki do przewidzenia, choć zaskakujące to pominięcie sukni w 2 zesatwie...hmh...

Druga ankieta,

Wydatki ślubno weselne powinien/powinna pokryć

aż wkleiłam, bo uważam, że napisałam odpowiedzi trochę za bardzo tendencyjnie, i przez co niechcący wpłynęłam na wyniki:(
Zdecydowanie zaważyło na wygranej 3 odpowiedzi 'sami młodzi' , to, że dodałam jeśli bardziej stać ich, niż ich rodziców. Ten dodatkowy warunek w zasadzie powinien był być dopisany do wszystkich odpowiedzi, w postaci X Y, jeśli bardziej stać ich, niż innych.
Myślę, że gdyby tak właśnie brzmiało, to głosy rozłożyłyby się inaczej.
Prawdą jest przecież, że wydatki, wcale nie są najczęściej pokrywane przez samych młodych; choć zapewne tak jest właśnie w sytuacjach, gdy ich bardziej na to stać. Ale to jest przecież oczywiste. Jeśli z własnych pieniędzy można sobie pozwolić na większy luksus w postaci, piękniejszej sukni, fajniejszego lokalu, lub zdolniejszego fotografa, nie wybierze się gorszych opcji prosząc rodziców, których budżet na mniej pozwala, by pokryli te mniej preferowane opcje. Moje niedopatrzenie z tym sformułowaniem.
Dodatkowo, 6 odpowiedź, 'w całości lub większości ci, którzy mają więcej środków bez wzgledu na inne dane', zawiera w sobie, właśnie odpowiedź nr 3 'sami młodzi jeśli bardziej stać ich, niż ich rodziców', gdyż 'ci, którzy mają więcej środków bez wzgledu na inne dane', to równie dobrze mogliby być wlaśnie młodzi. A jednak odpowiedź 6 zebrała tylko 1 głos, w poównaniu do 11 głosów oddanych na samych mlodych. Znów moja wina - źle sformułowane :( Przez to wydaje mi się, że analiza tej drugiej ankiety jest trochę nieuzasadniona. A szkoda bo ty był ciekawy temat:(

Wednesday, 12 March 2008

Dolce & Gabbana, Louis Vuitton, Salvatorre Ferragamo...miało być o łowach na buty

Buty do sukni ślubnej to trudny zakup. Po pierwsze, trzeba znaleźć coś co jest jednocześnie ładne i wygodne na wiele godzin. Po drugie, powinny być białe, ecru, czy jeszcze jakieś tam inne, ale takie by pasowały do koloru sukni, jeśli nie wręcz być identycznego koloru. To już bardzo wiele warunków do spełnienia jednocześnie, i niejedna przyszła panna młoda zdarła sobie podeszwy innych butów, szukając ślubnych.

Moje poszukiwanie trwało tydzień, jeśli nie liczyć okazjonalnego zaglądania na różne strony internetowe. Kupić buty online, to nie dla mnie, chyba, że havaianas:) Zerkanie w sieci polegało wyłącznie na czerpaniu inspiracji oraz na zbieraniu adresów pod jakie powinnam zajrzeć. Gdzie mieszkam obecnie, z butami, jak i z większością zakupów, jest bryndza. Zakup tak poważny jak but ślubny, w ogóle nie był brany pod uwagę lokalnie. Wyjazd do NYC miał być rozpoznawczy. W końcu do ślubu jeszcze 5 miesięcy.

[Louis Vuitton Azalle Pump via strona LV]

Miałam tydzień czasu, trochę poszarpany innymi zajęciami, ale zawsze tydzień:) Miałam też bardzo długą listę adresów. Może gdyby to było wzdłuż Passeig de Gracia, wzdłuż Chmielnej, lub wzdłuż PC Hoofstraat, taka ilość sklepów nie byłaby męczarnią. Moje punkty docelowe były porozrzucane po całym Manhattanie. Dzięki temu mam wrażenie, że metrem potrafię się już tam prawie z zamkniętymi oczami poruszać haha; za to wiele tras, jeśli nie większość, pokonywałam na pieszo. Szkoda mi było czasu na szukanie wejść do metra, czekanie na pociąg etc. W NY jednak nie zawsze 2 przecznice obok do rzut beretem;) Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia, że nie chodziłam przez ten tydzień na siłownię, tyle co się nabiegałam - spokojnie odrobiło zaległości.
Moje wielkie rozczarowanie podczas tych zakupów to oferta składająca się w większości z butów satynowych. Generalnie, nic przeciw satynowym nie mam; ale przeciw braku wyboru - tak!

[Kate Spade Nuptial via strona Kate Spade]

Pierwsze kilka dni się denerwowałam. Nie dając jednak za wygraną, twardo odwiedzałam kolejne punkty na swojej liście licząc, że pod następnym adresem znajdę wreszcie skórę.
Ostatecznie w My Glass Slipper wyjaśniono mi, jak to jest z satynowymi butami po ślubie. Wyszło na jaw przypadkowo, kiedy pytałam się o to czy jakiś tam model występuje w ecru, ekspedientka wyjaśniła, że jeśli moja suknia jest w innym odcieniu, mogę pofarbować. Od słowa do słowa doszło do tego, że podobno większość dziewczyn niechcąc mieć buty na 1 raz (a gdzie poza własnym ślubem można wystąpić w białych satynowych butach?) farbuje je po ślubie na inny kolor, granat, czerń, etc. Podobno te buty, które dają się farbować można farbować wiele razy, byleby zawsze na ciemniejszy.

[Kate Spade Karolina via strona Kate Spade]

Po tym wyjaśnieniu byłam trochę miej wrogo nastawiona do tego rodzaju obuwia, ale nadal nie trafiałam na nic co by mnie absolutnie powaliło na kolana.
Dlaczego szukałam czegoś co mnie powali? - bo generalnie nie lubię kupować 'bo muszę'. Jak większość kobiet lubię kupować, ale lubię wiedzieć za co płacę, i wręcz nie cierpię płacić za szmelc, lub w nim chodzić. Jeśli nawet okazałoby się, że to co kupię będzie butem na 1 okazję, chciałam by były idealne (czytaj: piękne, wygodne, pasujące idealnie do sukni, do mojej osobowości, warte każdego grosza). Czyli gotowa byłam wiele zapłacić nawet za jedno wystąpienie, bylebym na ich punkcie oszalała.
[Jimmy Choo Sicily via strona Jimmy Choo]


Otóż nic spełniającego owe wymagania nie spotykałam. Spotykałam, owszem buty ślubne, czasami prawie wygodne, prawie w moim guście, no ale prawie zawsze s a t y n o w e.
Firmy butów satynowych jakie miałam na stopach: Filipa Scott, Versani, i fifi by Filipa Scott, Stewart Weitzam, manolo blahnik, Via Spiga, Kate Spade, Blue Tux, Ann Taylor, Grace, Jimmy Choo.
Jak widać, są tu różne półki. Chodziło mi o masowe przegląd rynku. W końcu nigdy wcześniej na takie buty nie zwracałam uwagi, nie miałam żadnej wiedzy jaka jest oferta, jaka jakość, jakie ograniczenia.
[d&g via stydrops com]

Oczywiście robiąc wiele kms na piechotę po Manhattanie, napotykałam co jakiś czas sklepy spoza swojej listy i wchodziłam prawie zawsze, licząc, że a nóż:) W efekcie, nie udalo mi sie mojej listy w pełni zrealizować haha.
Po kilku dniach zdałam sobie sprawę, że znajdywanie jedynie satynowych wynika, z jakiejś dziwnej, niezrozumianej dla mnie tradycji, że but ślubny ma być satynowy. Nie wiem, nie wnikałam, nie moja kultura, nie moja tradycja. Stąd podczas poszukiwania adresów w internecie, wyniki na NYC zawsze dawały mi namiary na sklepy gdzie buty okazywały się zgodne z tą tradycją. Bez względu czy chodzi o firmę Grace (made in China) (osobiście nie polecam, nie były to
dla mnie buty na żadną ilość czasu, na pewno nie na czas ślubu i wesela), czy o Manolo Blahnika z Włoch, ceny były zawsze wyższe niż stojących obok prawie identycznych np brązowych i skórzanych. I to jeszcze bardziej mnie bulwersowało. Odebrać mi prawo wyboru pomiędzy butem satynowym a skórzanym to jedno, natomiast kazać mi płacić za satynę więcej niż za skórę - z jakiej racji?!


[Via Spiga zdjęcie własne]

Wówczas właśnie zaczęłam, zbaczać ze swoje trasy i chodzić po różnych sklepach, na wejściu pytając się o białe skórzane czółenka, nie mówiąc (na początku), że chodzi o ślub.
Odkryłam (bo wcześniej nie wiedziałam), przez to trend białych butów tej wiosny - lakierki. Lakierki szpilki, lakierki peep toeki, lakierki platformy, najróżniejsze... Byłyby często idealne, gdyby nie fakt, że znów miałam wrażenie, że mój wybór jest za bardzo z góry narzucony/ograniczony. Kolejny bunt. Dodam jeszcze, że ów 'lakierkowy' trend zauważyłam, tylko wśród najwyższych półek i zanotowałam sobie jedynie 2 ewentualne modele, do których mogłabym potem wrócić, Dolce i Gabana za 495$ oraz Jill Sander za 595$. Oczywiście ponieważ, nie były wyprodukowane jako buty ślubne, tylko jako 2008 trend, sprzedający usilnie wykorzystywali argument, że skoro to jest 'największy hit' tak bardzo będę z nich zadowolona i tak wiele razy założę je w tym roku poza ślubem. Szkoda, że nie wspomniałam, że ślub w sierpniu, więc większość okazji na białe lakierki w 2008 wydarzy się przed moim ślubem niż po;) Może te 500 czy 600 wolałabym wydać na jakiś tegoroczny trend, który mogłabym akurat ponosić.
[Fifi by Filippa Scott via strona Filippa Scott]

Nie wspomniałam jeszcze, że dodatkowym kryterium jakiego szukałam, to zakryte palce. Nie chciałam ani sandałków, ani peep toeków, ani jakichkolwiek rozwiązań pośrednich. Chciałam najzwyklejsze klasyczne czółenka. Ewentualnie czasami brały mnie ciągoty na czółenka na platformie.
Otóż wpadłam na białe/kremowe, z zakrytymi palcami buty skórzane
tylko w sklepach, których wcale nie miałam na liście i których wcale nie potrzebowałabym szukać godzinami po internecie, mianowicie jedynie w Louis Vuittonie i w Salvadore Ferragamo.
Kupiłam swoje, choć dopóki nie przyjdzie suknia i nie będę w stanie porównać koloru, trudno mi będzie powiedzieć czy zakup w 100% udany.
[Filippa Scott Lily via strona Filippa Scott]


Na pewno nie mogę swoich pokazać, Fili może tu zaglądać, a nie chce o moim ślubnym wyglądzie nic wiedzieć:) Wklejam oczywiście wszystkie inne jakich udało mi się zrobić zdjęcie lub jakie znalazłam w sieci:)

[Versani zdjęcie własne]

Dodam jeszcze, że znając siebie wszystko może mi się odwidzieć. Raczej nie aż tak by pójść w satynowych, ale jeśli z kolorem obecnych będzie coś nie tak, a znajdę jakieś mocno nieklasyczne, udekorowane, w których sie zakocham, to wcale bym się nie zdziwiła gdybym znalazła stronę argumentów za tym dlaczego warto mieć buty ślubne na 1 raz tylko:)
Z resztą, to nie jest tak, że mi się strojne nie podobają. Jednak pamiętałam, że zawsze przy przymiarkach sukien, zupełnie gładkie buty najbardziej mi się podobały - nie same w sobie, ale jeśli chodzi o komplementowanie sukni.

Tuesday, 11 March 2008

kilka nowych linków do stron z sukniami

Nadal nie mam kiedy wziąć się za wielkie zaplanowane opowiadanie...i trochę podupada ten mój blog:(
Dziś dodałam 4 nowe linki do stron z sukniami, więc choć napiszę co to za strony:)
Otóż mi się zawsze bardzo podobały bardzo proste kroje sukni. To co najbardziej mnie pociagało w nowo oglądanej sukni to zazwyczaj właśnie jej prostota kroju, często połączona z bardzo kreatywnym doborem tkanin (najczęsciej dość sztywnych lub po prostu plastycznych). Czasami ciekawe efekty w sukniach prostego kroju miały też tkaniny lejące, czyli efekt był zazwyczaj odwrotny od poprzednio opisywanego. Choć przymierzałam kilka takich sukni albo z muślinu, jedwabnej żorżety, albo lejącej się satyny, jedwabnego tiulu etc. (oczywiście bez żadnych kół, czy krynolin - chodziło o efekt opadającego swobodnie wzdłuż ciała materiału) żadna z tych sukni nie przemówiła do mnie na tą okazję - jeśli jednak dostanę kiedyś Oscara czy Nobla z chęcią poszukam czegoś takiego:)
Linki do
Claraluna oraz Spose di Giò zawierają wiele przykładów właśnie tych najbardziej prostych rozwiązań jakie przypadły mi do gustu.
Podobały mi się i suknie, które z góry wiedziałam, że podobają mi się dla podobania, ale i tak ich bym sobie na tą okazję nie kupiła. Chodzi tu o różne krótkie, lub stylizowane na inne epoki. Przykładem takich sukni jest strona Stepahnie James Couture, polecona dopiero dziś:) Stronę salonu MotaMot umieszczam, mimo, że o istnieniu salonu nie wiedziałam do dziś, nigdy tam więc nie byłam, nie wiem co faktycznie spośród oferowanych na stronie sukni można u nich przymierzyć, ani jaka jest obsługa. Salon jednak ma u mnie plusa, za fakt współpracowania z firmami, z którymi większość salonów w Warszawie nie współpracuje, przunajmniej spośród tych w jakich ja mam rozeznanie:)

Friday, 7 March 2008

tak tylko

piszę jedynie w ramach dalszego usprawiedliwiania się dlaczego tu nic nie piszę..

wreszcie dziś wysłałam linki do naszej strony ślubnej! uff może okaże się bardziej funkcjonalna niż grupa na googlach, do której połowa miała problemy z akcesem.

i właśnie się okazało, że zaspamowałam skrzynki wszystkich, do których posłałam zawiadomienie o stronie...Niechcący wysłałam im WSZYSTKIM maila do Filego...no dobra, wybaczą...


to w ramach pocieszenia się wklejam fotkę jednej z moich mam nadzieję druhenek:) Była pierwszą, która modelowała mi rozważany dla maluchów strój. Czy ona nie wygląda przesłodko???:D

słowo o blogu

Postaram się nie wyśmiewać niczyich pomysłów i rozwiązań ślubno-weselnych; jednak u podstaw tego blogu leży moje zmęczenie poszukiwaniem, zniesmaczenie znajdywanymi propozycjami, chwilowe zwątpienia w możliwość zorganizowania ślubu i wesela na miarę naszych oczekiwań. Będę stronić od negatywnych epitetów kładąc większy nacisk na chwalenie tego co uważam za wspaniałe, gustowne, i z klasą. Pewnie nie zawsze uda mi się przestrzegać tych zasad...więc urażone osoby z góry przepraszam. Ten blog nie jest żadnym poradnikiem, to są moje przemyślenia i subiektywne opinie. Niech sobie każdy robi jak uważa. Jeśli jednak kogoś zainspiruję to świetnie. Mam nadzieję, że jakiejś planującej informacje tu zawarte, (do których dotarcie czasami zajmowało miesiące) ułatwią przygotowania:)
Czytelników zachęcam do komentarzy i dyskusji, ale zastrzegam sobie prawo likwidowania komentarzy nie przestrzegających zasad netykiety i szacunku dla autorki.
Info zaczerpnięte z tego bloga i dalej publikowane wymaga wskazania źródła. Dzięki!